„Dzień z życia… Małgorzaty J. Kursy” #2

Oto druga odsłona cyklu „Dzień z życia…”. 
Tym razem swój pamiętnik otworzyła przed nami Małgorzata J. Kursa !

Zapraszam do lektury! 🙂
grafika

23 sierpnia 2016 – wtorek

JEDEN DZIEŃ ŻYWOTA KOBITY POCZCIWEJ

Kilka minut przed siódmą słyszę chrobot klucz w drzwiach wejściowych. Małżonek wychodzi do pracy, a ja już jestem wytresowana i wiem, co będzie dalej. I faktycznie. Duszek, najmłodszy w rodzinie, czworonożny tyran typu kocur, natychmiast doskakuje do mojej zaspanej powłoki cielesnej i łapką wali mnie po pysku, żebym oprzytomniała. Bez pazurów i z głośnym mruczeniem, bo dwunożni to gamonie i wszystko biorą serio. A to przecież tylko pobudka.

Przytomnieję błyskawicznie i pośpiesznie odpracowuję toaletę, bo Ducho po nocy głodne straszliwie. Napracowało się wszak mocno – uprawiało jogging i skoki w dal na moim, usiłującym zapaść w sen, ciele. Zatem wracam, myję miskę i karmię domowego tygrysa. Gdy spożywa śniadanie, pośpiesznie ścielę kanapę, nim rozpocznie się walka o prześcieradło. Dopiero potem mogę się ubrać.

Duszek

Następnym stałym punktem dnia jest rozłożenie szeleszczącego tunelu i wyciągnięcie kocich zabawek – bez tego nie mam szans, żeby cokolwiek w domu zrobić, bo Duszek bawi się mną. Ślady tej zabawy mam na sobie wszędzie. Wszak to sama radość atakować stworzenie, które się rusza. Nie chcę za bardzo straszyć na kraśnickich ulicach, zatem zapobiegam, dostarczając sztucznej rozrywki.

Teraz mogę zrobić kawę i, jeśli mam szczęście, wypić ją przy komputerze, przeglądając pocztę i posty znajomych z FB. Jeżeli mam pecha, piję ją, nie wypuszczając filiżanki z rąk, bo Duszek jest wścibski i wtyka nos wszędzie.

Kiedy wychodzę z domu, Ducho zalega na biurku lub na fotelu obok i przysypia. Odżywa, gdy wracam i natychmiast robi przegląd zawartości siatek z zakupami. Łaskawie przyjmuje jakiś koci smakołyk, po czym uskutecznia biegi z przeszkodami w dużym pokoju lub polowanie na którąś z licznych myszy (wszystkie już wyglądają jak wojenne weteranki). Cierpliwie czekam, aż padnie, podczytując którąś z książek do recenzji i dopiero wtedy mogę się zabrać za domowe porządki i gotowanie. Z Duszkiem w roli pomocnika to niewykonalne.

Do pisania zabieram się zwykle wieczorem, kiedy kocię szaleje w drugim pokoju pod okiem małżonka lub zażywa kolejnej drzemki. Bywa, że zażywa jej na biurku i wtedy muszę bardzo uważać, bo Duszek czuje dziwny pociąg do klawiatury. Już parę razy prawie doprowadził mnie do zawału, kiedy znienacka wyskoczyło mi w tekście coś dziwnego i nie umiałam tego zlikwidować.

To Ducho daje sygnał, że koniec na dziś z klepaniem w klawisze. Wymowę siedzenia przed pustą miską zrozumie nawet taka tępota, jak ja. Posłusznie karmię stworzenie i znowu rzucam się do kanapy, by zdążyć, nim zje. Zawsze jest szybszy. Już się nauczył, że żarcie z miski nigdzie nie pójdzie, a zabawa może go ominąć. W efekcie rozkładanie prześcieradła trwa przynajmniej dziesięć minut, bo wciąż muszę spod niego wyciągać rozszalałego kocura. Przy okazji odpracowuję gimnastykę wieczorną.

Potem Duszek szaleje na kołdrze, a ja mogę jeszcze trochę poczytać, zanim wreszcie umysł powie: dość na dzisiaj.

Dlaczego w tytule uznałam siebie za poczciwą? Bo, psiakrew, jestem! Mam w domu kociego kurdupla, który mi przestawił kompletnie harmonogram dnia. Kocią torpedę, która błyskawicznie zmienia miejsce pobytu, w związku z czym chodzę po mieszkaniu jak czapla, by – broń, Boże – nie zadeptać wiercipięty. Kociego sadystę, który mnie podgryza i drapie. Jestem poczciwa? Pewnie, że tak! Czekam cierpliwie, aż dorośnie, zmądrzeje i weźmie pod uwagę, że dwunożna służba potrzebuje chwili oddechu. Szczególnie, gdy jest już w wieku, kiedy ta cierpliwość wymaga coraz więcej wysiłku.

 

zdj


Małgorzata J. Kursa
, rocznik 1959, czyli ze sporym przebiegiem. Żona, matka, czytelniczka i kocia mama aktualnie (Duszek – 3-miesięczny kociak).

Gdzieś po drodze autorka siedmiu książek, ósma („Miłość i aspiryna”) wychodzi we wrześniu br.
Wzrostu nizinnego, głosu donośnego.
Antytalent techniczny i niedojda popadająca nałogowo w rozmaite tarapaty związane z prowadzeniem gospodarstwa domowego. Poza tym wszystko w normie.

 

 

 

Zapraszam na FB Miłość do czytania (kliknij poniżej)
FB Miłość do czytania

2 uwagi do wpisu “„Dzień z życia… Małgorzaty J. Kursy” #2

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s