,,Dzień z życia… Martyny Senator” #3

W trzeciej odsłonie cyklu „Dzień z życia..” swoją kartką z pamiętnika podzieliła się z nami autorka trzech powieści, w tym mającej w sierpniu swą premierę „Zanim zgasną gwiazdy” Martyna Senator !

grafika-jpg

23/08/2016 – wtorek

– Nie otwieraj oczu! – słyszę jakiś wewnętrzny głos. – Zobaczysz, że jak tylko je otworzysz, oni nie dadzą ci spokoju.

– Kto nie da mi spokoju? – zastanawiam się i wbrew ostrzeżeniom podnoszę zaspane powieki.

Nagle wszystko staje się jasne. Jest piąta trzydzieści cztery, a mój umysł w ułamku sekundy zaczyna pracować na najwyższych obrotach. Spływa na mnie lawina myśli, a ja niemal natychmiast wybijam się ze snu.

Bohaterowie nowej powieści już na dobre zadomowili się w mojej głowie i teraz przypominają o sobie w najmniej oczekiwanych momentach. Przez chwilę próbuję im nawet wytłumaczyć, że człowiek, który jest na urlopie nie powinien wstawać o tak wczesnej porze, ale oni są nieugięci.

– Czasami naprawdę was nie lubię… – mruczę pod nosem i włączam nocną lampkę.

Bartek krzywi się lekko i przekręca się na drugi bok. Na szczęście trzy lata małżeństwa w zupełności mu wystarczyły, żeby poznać i zaakceptować moje dziwactwa. Już zdążył się przyzwyczaić, że wena potrafi składać niezapowiedziane wizyty o każdej porze dnia i nocy.

Biorę do ręki zeszyt i długopis, a potem zaczynam pisać. Chcę zanotować tylko to, co najważniejsze, ale tak się rozkręcam, że z kilku zdań w mgnieniu oka robi się kilka stron, a ja wpadam w istny trans.

Kiedyś byłam przekonana, że pisarz ma nieograniczoną władzę nad swoimi bohaterami. Wystarczy, że pociągnie za sznurki, a oni zrobią wszystko, co tylko im każe. Jednak dość szybko zrozumiałam, że niektóre postacie są wyjątkowo nieprzewidywalne, a ich twórca nierzadko ma spore problemy z ich okiełznaniem.

Dokładnie tacy są moi bohaterowie. Mimo, że zaplanowałam im niemal całe życie, oni nieustannie mnie zaskakują. Bardzo często zbaczają z wyznaczonej drogi i szukają własnych ścieżek, a ja przyjmuję wtedy rolę cichego obserwatora i w skupieniu opisuję ich poczynania.

Oczywiście bywają momenty, gdy ta samowola doprowadza mnie do szewskiej pasji. Dlatego czasami mówię „BASTA!”, przywołuję ich do porządku i nadaję akcji właściwy kierunek. Dzisiaj jednak postanawiam dać im wolną rękę.

– A niech robią co chcą – myślę. – Byleby się tylko nie pozabijali.

Trzy godziny później odkładam długopis i z dumą patrzę na swoje bohomazy. Skreślenia, poprawki, strzałki, odnośniki i… mnóstwo zjedzonych liter. Ktoś niewtajemniczony bez wątpienia potrzebowałby legendy, żeby to odczytać.

Zadowolona zamykam zeszyt i odsłaniam rolety. Za oknem wita mnie błękitne niebo, kilka puszystych obłoków i słońce, które sprawia, że świat nabiera innych – dużo weselszych – barw. Uznaję, że muszę wykorzystać piękną pogodę i wybrać się na długi spacer. Wspomnę tylko, że od kilku dni razem z mężem przebywamy w naszych rodzinnych stronach. Nie trudno się domyślić, że „obiadki” u mamy i teściowej w połączeniu z deserami babci sprawiają, że ruch jest NIEZBĘDNY. ABSOLUTNIE NIEZBĘDNY.

Po śniadaniu i porannej kawie przychodzi pora na odwiedziny u babci. Zawsze lubiłam do niej przychodzić. Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką babcia nauczyła mnie szyć próbowała nauczyć mnie szyć. Wielokrotnie podkreślała jak ważne jest prawidłowe zdjęcie miary i dokładny wykrój. Słuchałam jej z uwagą, jednak natura najwyraźniej poskąpiła mi cierpliwości, bo gdy tylko chwytałam do ręki nożyce, zaczynała się prawdziwa rewolucja. Jakieś dwadzieścia razy zabierałam się do uszycia spodni dla mojej lalki, ale za każdym razem jedna nogawka wychodziła węższa niż ta druga…

Dzisiaj, co prawda, tylko rozmawiamy, ale to jedna z tych rozmów, którą zapamiętam do końca życia… Moja babcia niebawem skończy dziewięćdziesiąt lat. Nie jest już tak sprawna jak kiedyś, na jej pogodnej twarzy pojawiły się kolejne zmarszczki, ramiona wyraźnie zeszczuplały, ale jedna rzecz pozostała niezmienna – jej oczy. Błękitne, przepełnione dobrocią… zupełnie jak oczy anioła.

Dalsza cześć dnia upływa leniwie i spokojnie. Po obiedzie w końcu przychodzi pora na upragniony spacer. Z nieba leje się żar, więc zaopatrujemy się z Bartkiem w dwie butelki wody, a potem ruszamy w kierunku lasu.

Mieszkanie na wsi bez wątpienia ma swój urok – można iść przed siebie, aby już po chwili stracić z pola widzenia wszelkie zabudowania i wtopić się w krajobraz, który zachwyca zwłaszcza latem, kiedy ptaki śpiewają pełną piersią, drzewa toną w zieleni, po polach biegają sarny i zające, a łąki są pełne kwiatów. Mimo, że kocham życie w mieście – jego magię, tempo i intensywność – to jakaś cząstka mnie uparcie tęskni za ciszą, spokojem, przejrzystym powietrzem i rozgwieżdżonym niebem, w które tak często wpatrywałam się razem z przyjaciółkami.

Wracając do domu spoglądam w miejsce, gdzie dawniej znajdował się dziki sad. Wprawdzie drzewa, na które kiedyś się wspinałam zostały ścięte, ale wystarczy, że zamknę oczy i znów je widzę. Doskonale pamiętam dojrzewające jabłka, wyślizgane gałęzie i bolesne upadki, które wbrew pozorom wcale nie zniechęcały do dalszych zabaw „na wysokościach”.

Uśmiecham się na samo wspomnienie tamtych chwil. Mimo, że za kilka dni wrócę do Warszawy, gdzie czekają na mnie codzienne obowiązki, poważne decyzje i dorosłe życie, to wiem, że ta iskierka szaleństwa, którą odnalazłam w tym miejscu będąc małą dziewczynką nigdy we mnie nie zgaśnie.

Wieczorem tata z Bartkiem oglądają mecz. To podobno jakieś ważne spotkanie, ale ze wstydem przyznaję, że jestem kompletną ignorantką jeśli chodzi o piłkę nożną. Dlatego zaszywam się w swoim pokoju, biorę do ręki zeszyt i po raz kolejny tego dnia wkraczam do świata fantazji, gdzie nie ogranicza mnie nic poza własną wyobraźnią.


foto

Martyna Senator (ur. 02 sierpnia 1987) – ukończyła informatykę i ekonometrię na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Na co dzień jest jednym z wielu trybików w międzynarodowej korporacji. Pisze niezależnie od pory dnia i nocy, a zamiast kwiatów woli dostawać długopisy. Stara się uczyć na błędach, chociaż nie zawsze jej się to udaje. Stawia wszystko na jedną kartę, mimo że czasem przegrywa. Jest zodiakalnym lwem, ale wie, co to pokora. Ceni szczerość i konstruktywną krytykę. Autorka powieści: „Kiedy wolność mówi szeptem” (2015r.), „Ósmy kolor tęczy” (2016r.) oraz „Zanim zgasną gwiazdy” (2016r.)

 

 

 


Zapraszam na FB ,,Miłość do czytania”
(kliknij poniżej)

FB Miłość do czytania

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s