,,Dzień z życia… Marka Stelara” #7

Serdecznie zapraszam na siódmą już odsłonę ,,Dnia z życia…”, w której swoją kartką z pamiętnika podzielił się z nami autor powieści kryminalnych oraz opowiadań grozy –  Marek Stelar !

ikona

10 listopada 2016 – czwartek

Noc jest krótka. Czarna i krótka, wypełniona snami. Tak już mam. Realistyczne sny, pełne kolorów, zapachów i dźwięków. Noc kończy się nagle trzepotaniem serca, kiedy budzik w komórce rozdzwania się o godzinie szóstej dziesięć, dziesiątego listopada. Czwartek. Pies o sierści w kolorze mlecznej czekolady, słysząc ruch w sypialni wydaje dźwięki jeszcze bardziej przejmujące niż budzik. Muczy jak krowa, a potem, kiedy nie jestem jeszcze w stanie zareagować, wydaje z siebie gniewne i obrażone burknięcie. Siedzi za bramką, bez której konieczny byłby remont generalny i czeka, aż łaskawie zejdę, wyprowadzę go na spacer i dam mu śniadanie, obiad i kolację w jednym, choć wolałby, żeby to wszystko odbyło się w odwrotnej kolejności: najpierw żarcie, potem spacer, bo spacer to formalność, to żarcie jest sensem jego życia… Niebieska kotka o zielonych oczach wydaje z siebie jeszcze bardziej rozpaczliwe dźwięki. Jej ekscelencja czeka, aż wyjdę z psem, żeby móc bez przeszkód pójść do swojej miski i kuwety; żeby wreszcie choć przez chwilę czekoladowy pies zostawił ją w spokoju i nie interesował się tym, co je i co robi w pudełku z piaskiem. Chce chwili świętego spokoju. Ja też, choć minęło dopiero dwadzieścia minut dzisiejszego dnia. Wychodzę z psem, nerwowo zerkając na zegar w kuchni. Wychodzę z psem i mam dziesięć, a właściwie dziewięć minut, żeby pomyśleć o książce, którą właśnie piszę. Wracam z psem i jeśli dziś nie odwożę córeczki do przedszkola, to mam następne pół godziny do czterdziestu minut, żeby pomyśleć o książce, którą właśnie piszę. To już razem trzydzieści dziewięć do czterdziestu dziewięciu minut. Już jest nieźle. Ktoś zajeżdża mi drogę, a dziś jest przymrozek, jest ślisko, on robi to w wyjątkowo bezczelny i chamski sposób. Trąbię. Długo trąbię, trochę się wysprzęglam; dziś mogę, dziś fotelik z tyłu jest pusty. Puszczam wiąchę pod nosem, a może i nie pod nosem, ale nieważne, słyszę ją wyłącznie ja, nawet nie tamten, który zajechał mi drogę, po co więc to robię? Dobre pytanie. Następne osiem godzin w pracy. Przy śniadaniu i gazetce znajduję prawdopodobną odpowiedź na pytanie sprzed chwili. Otóż być może mam toksoplazmozę, która czasami objawia się krótkimi, szybko gasnącymi napadami gniewu niewspółmiernego do zdarzenia, które go wywołało. No.

            W pracy, wiadomo: praca. Gdybym powiedział, że jest ciężka, górnicy, hutnicy i inni używający w pracy oprócz głowy również mięśni, zabiliby mnie śmiechem. Gdybym powiedział, ile w niej zarabiam, też wszyscy byśmy się pośmiali. No, może ja najciszej, trochę przez łzy… Ale są dobre strony mojej pracy, takie dobre dobre, zwłaszcza dla mnie: nie przerwy na lunch (nie mam przerwy na lunch i nie jem lunchu), nie dodatki motywacyjne (ha, ha) ani nic w tym rodzaju, nie. To rzadkie, ale zawsze, chwile wolnego czasu. Nie jest ich dużo, ale są; są moje i wykorzystuję je na myślenie o książce. Tak, tej książce, którą aktualnie piszę. I już mamy w sumie prawie godzinę myślenia. To dużo. Potem kołomyja związana z powrotem do domu: korki, załatwianie spraw, szybkie zakupy i tak dalej. Wracam do domu. Córeczka dziś wraca z mamą, więc mam trochę czasu. Biorę czekoladowego psa na przebieżkę, niebieska kotka o zielonych oczach jest zachwycona, czekoladowy też. Ja najbardziej. Każde z nas ma swoje powody. Biegnę. Kiedy oddech się wyrównuje, a czekoladowy zajmuje się swoimi sprawami zamiast moimi stopami, znowu mogę myśleć. Oczywiście, że o książce. Biegnę i myślę. Potem prysznic, wracają dziewczyny, obiad, druga robota na zlecenie, i tak do dwudziestej, potem kolacja, spacer z czekoladowym, córeczka spać, żona spać, czekoladowy spać i kotka też spać. Ja nie spać. Ja pisać. Wreszcie mam czas, żeby to wszystko, co wymyśliłem w ciągu biegającego dnia przelać na monitor via klawiatura. Jest dwudziesta pierwsza. Jutro muszę rano wstać, świadomość, że znów krótka noc skończy się nagle trzepotaniem serca, kiedy budzik w komórce rozdzwoni się o godzinie szóstej dziesięć, jedenastego listopada… Nieeee… Cudownie… Dziękuję, Panie Marszałku. Jutro nie muszę rano wstać, a przynajmniej budzik, który mnie obudzi nie będzie dźwięczącą komórką, tylko będzie miał dwie nóżki i niecałe pięć latek. Ewentualnie cztery łapy i sierść w kolorze mlecznej czekolady. I ta świadomość jest jak miód na moje serce, jak balsam kojący ból, quasiegzystencjalny ból wczesnego wstawania. Mogę PISAĆ! Przede mną cztery, pięć godzin pisania. Znikam. Jestem, ale mnie nie ma. Zatracam się całkowicie, sceny dzieją się obok mnie, a ja je opisuję, szybko, jak najszybciej, żeby zdążyć, żeby nie zapomnieć tego, co zapamiętałem z całego dnia i żeby następne nie zaczęły się dziać, zanim skończę opisywać tę poprzednią… Pięć godzin mija jak kwadrans, za każdym razem, kiedy zerkam na zegarek, jest kilka godzin później, niż myślałem. Oto zaskakujące, niefizyczne zjawisko dualnej natury czasu: godzina w pracy, a godzina pisania to dwie różne rzeczy. Godzina w pracy trwa co najmniej dwie do trzech, a godzina pisania nawet nie kwadrans… Idę spać. Przybyło kolejne kilka tysięcy znaków, coraz większy rozmiar pliku. I ta błogość. Boże, jak ja to kocham robić!


2


Marek Stelar
– rocznik 1976, były architekt, ale wciąż luźno powiązany z branżą. Uwielbia wszystko, co nie mówi, a jest pokryte sierścią, łuskami lub piórami. Uwielbia Szczecin i Berlin, rower w wydaniu XC, zbiera czerwone, emaliowane tablice z nazwami instytucji. Ale przede wszystkim uwielbia kryminały oraz grozę: zarówno czytanie ich, jak i pisanie. Autor powieści kryminalnych „Rykoszet”, „Twardy zawodnik” i „Cień” oraz opowiadań grozy publikowanych na blogach i w czasopismach.

 

07.10.2016 nakładem Wydawnictwa Videograf SA premierę miała najnowsza powieść Marka Stelara ,,Cień”.

Zapraszam na profil FB Marka Stelara   KLIK


Zapraszam na FB ,,Miłość do czytania”
(kliknij poniżej)

FB Miłość do czytania

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s