,,Świąteczna podróż w czasie Małgorzaty Falkowskiej” #6

Dziś już ostatnia sentymentalna podróż w czasie, w którą udała się Małgosia Falkowska. Zapraszam do lektury! 🙂

ikona

Włocławek, 24.12.1995 rok

                W wannie, jak co roku pływają dwa karpie. Stoję przy nich chcąc dotknąć, jednocześnie się ich bojąc. Mają takie wielkie usta… Dziadzia mówi, że niedługo wypuści je, aby popłynęły dalej, a ja zastanawiam się, jak to możliwe, że zmieszczą się w tak mały otwór. „W wigilię wszystko jest możliwe” mówię do siebie, myśląc o św. Mikołaju. Opuszczam łazienkę, aby sprawdzić, jak się miewa drzewko.

                Choinka ubrana w kolorowe bombki. Najbardziej podobają mi się te z imionami, są takie indywidualne i niepowtarzalne. Zielone drzewko mieni się kolorami, lecz wciąż jest smutne, gdyż brak pod nim podarków. Zaczynam się martwić. „A jak Mikołaj nie przyjdzie? Co jeśli byłam niegrzeczna?” zastanawiam się.

– Dzieciaki przebierzcie się – woła mama z kuchni.

                Cieszę się. To dla mnie sygnał, że zaraz się zacznie. Założę na siebie nową, uszytą przez mamę sukienkę i wszyscy zasiądziemy do stołu. Do stołu, przy którym jak co roku jest  dziewięć miejsc. Nasza ósemka i jeden talerz dla nieznajomego, przy którym stoi biały talerzyk z opłatkiem.

                Wszyscy gotowi. Ubrani w odświętne stroje, czekamy aż mama skończy smażyć rybę.

– Tato, idźcie jeszcze po ogórki, żeby Gosia miała co jeść – zwraca się mama do dziadzi.

                Ten uśmiecha się, biorąc jednocześnie mnie i Darka za rękę.

– Chodźcie, pomożecie mi – daje Darkowi klucz od piwnicy, a mi reklamówkę.

                No tak ogórki. Najważniejsze danie na każdym rodzinnym spotkaniu. Kiedy jadłam tylko chleb z ketchupem, a teraz pochłaniam ogórki. Obojętnie jakie. Konserwowe, kiszone, z miodem czy też z curry, ważne, że składnik podstawowy to ogórek. Jako, że tradycja mówi o zjedzeniu 12 potrwa w wigilijną wieczerzę, to zawsze jadam rybę, chleb i tyle ogórków, aby dało razem 12 (czasem nawet jem nadprogram).

                Na korytarzu ciemno. Sąsiedzi już pewnie zasiedli do stołu, a my jeszcze zjeżdżamy na dół po ogórki. Bierzemy dwa słoiki (oczywiście te duże) i wracamy do góry.

– Był Mikołaj – mówi tata od progu – prosiłem, aby poczekał na was, ale powiedział, że ma jeszcze dużo prezentów do rozwiezienia.

                Biegnę do drzewka i widzę mnóstwo mniejszych i większych paczek, zapakowanych w kolorowy papier.

– Jak wszedł? – pyta Darek niedowierzając historii, którą słyszymy po raz kolejny – windą nie jechał.

– Balkonem – odpowiada babcia.

                Nie słucham ich. Moje oczy wciąż radują się widokiem kolorowych paczek, zastanawiając się, co jest  w środku.

– Zjadł ciasteczka – dopiero teraz zauważam pusty talerzyk.

– Powiedział, że są jeszcze lepsze niż rok temu – powiedział wujek Mariusz.

– O pierwsza gwiazdka – woła Darek, stojący przy oknie.

                Dziadzia bierze talerzyk z opłatkiem i rozdaje każdemu po kawałku, zaczynając od najstarszego. Składamy sobie życzenia i jeszcze wtedy nie rozumiem czemu dorośli płaczą…

***

Dziś rozumiem skąd ten płacz. Wzruszenie bierze górę i słysząc od najbliższych piękne słowa nie da się być poważnym. Jest śmiech i  łzy, ale to wszystko w tym dniu, jest jak najdokładniejsza definicja szczęścia. Nie ważne gdzie jesteśmy, ale z kim.

Przy naszym stole nie ma już dziewięciu talerzy. Rozrośliśmy się o Dominikę – córkę cioci i wujka, Agnieszkę – żonę Darka, Zuzię – ich córkę i Wojtka – mojego męża. Jest nas więcej, jesteśmy starsi, a dwa karpie zawsze pływają w wannie i ogórki są jedną z wigilijnych potraw (stojącą w pobliżu mojego talerza).

Moje wymarzone święta, to właśnie te, które spędzam od lat 

2


foto2

 

Małgorzata Falkowska (ur. 1989) – niepoprawna optymistka z wiecznym uśmiechem na twarzy; absolwentka Pedagogiki Specjalnej, wykładowca na kierunku terapia zajęciowa oraz oligofrenopedagogika. Pracuje w Środowiskowym Domu Samopomocy Fundacji im. Brata Alberta w Toruniu, pokazując innym, że praca z niepełnosprawnymi może być nie tylko źródłem zarobku, ale i pasją.


Mąż potrzebny na już
Tutaj możecie przeczytać więcej o powieści Małgorzaty Falkowskiej:
Recenzja „Mąż potrzebny na już”

Już 17 stycznia 2017 r. premiera drugiej części perypetii dziewczyn w powieści
„Gorzej być (nie) może”. Książka wyjdzie pod patronatem „MIŁOŚĆ DO CZYTANIA” 😀

2a


Zapraszam na FB ,,Miłość do czytania”
(kliknij poniżej)

FB Miłość do czytania

Advertisements

2 thoughts on “,,Świąteczna podróż w czasie Małgorzaty Falkowskiej” #6

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s